

LustroSrebrnej powierzchni lustra nie mącą ni myśli ni słowa Doskonałości wzór nie do oszukania Srebrnej powierzchni lustra dotyk ludzki ni mowa Nie skazi, i próżne kłamliwe wołaniaLustro
Ten zarys znajomej twarzy widzę odbity Ramą zwierciadła okuty Twardszy niż stal, miększy niż aksamity Mgłą pary z ust delikatnie osnuty
Ten sam od zawsze Po pamięci końce Ten sam bez względu Na chaos na Ziemi, pod Słońcem
Więc dlaczego zmieszanie, zdziwien
Uroboros

wiezien swiatlaNie chce czekac, az igly swiatla mnie znow przeszyja Nie chce widziec waszych rozpalonych szalenstwem zrenic Che przymknac oczy jak skrzydla okiennic Po co mnie meczycie, przeciez wiem, ze wspolwiezniowie już nie zyjawiezien swiatla
Dlaczego nie zabijecie mnie już,
dlaczego wciąż trzymacie dlaczego naswietlacie w morderczym swietle zlowieszczo lsni kurz
pozwolcie zatopic mi się w ciemnosci pozwolcie odplynac ze swiata przemocy pozwolcie oddac mi się w piekne rece nocy pozwolcie cieniom objac moje biale kosci
wpadliscie do mojej milej o
--
BUHAHAHAHAHA!!!!!!
...
Amen.
--
One day it'll make all sense...
--
open mind for a different view
Previous PageNext Page